eduskrypt.pl - platforma nominowana do WORLD SUMMIT AWARD 2007

Edukacja młodych Polaków w okresie staropolskim

Młodzi Polacy mają dziś znacznie łatwiejszą drogę do kariery naukowej niż ich rówieśnicy 500 czy 200 lat temu, w okresie staropolskim. "Mają za plecami mecenat państwa, mogą kształcić się na wielu kierunkach i to bez względu na pochodzenie społeczne" - mówi dr Mariusz Affek, pracownik Instytutu Historii Nauki PAN oraz Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie. Jest jednak coś, co ich łączy.

Taki wniosek wypływa z przestudiowania różnych źródeł z XVI-XVIII wieku, przede wszystkim literatury oraz pamiętników, listów, rachunków – spuścizny po znaczących postaciach okresu staropolskiego.

KARIERA DLA WYBRANYCH

Nie każdy mógł się wówczas oddać karierze naukowej. Ta droga była dostępna tylko dzieciom i młodzieży z rodzin szlacheckich i mieszczańskich. „Kariera naukowa młodych Polaków w XVI-XVIII wieku różni się znacznie od tej realizowanej obecnie przede wszystkim ze względu na występowanie wówczas hermetycznie zamkniętych stanów społecznych. Ówczesna struktura społeczeństwa polskiego  powodowała m.in. to, iż zdolna młodzież chłopska była pozbawiona możliwości robienia jakichkolwiek karier, nie tylko naukowych” – mówi historyk.

Członkowie rodzin chłopskich byli przypisani do ziemi, zależni od pana feudalnego, przeważnie nie umieli czytać ani pisać, a więc nie byli zdolni do wykonywania zadań naukowych, politycznych lub społecznych.

Kolejna różnica to wachlarz możliwości. Dzisiejszy student ma do wyboru o wiele więcej kierunków studiowania. „Młodzi naukowcy mogą się kształcić na wielu kierunkach i to wysoce specjalistycznych. Tymczasem w XVI-XVIII wieku studenci byli zdani na sztywny układ czterech wydziałów, obowiązujący na wszystkich uniwersytetach europejskich” – przypomina dr Affek.

„Uniwersytet tamtej epoki obejmował dwa zasadnicze stopnie kształcenia. Pierwszy, wstępny stopień, był realizowany na wydziale filozoficznym, tj. na wydziale +artes liberales+, czyli sztuk wyzwolonych, i kończył się uzyskaniem stopnia magistra +artium+. Upoważniał on do podjęcia studiów na drugim, wyższym stopniu nauczania, na jednym z trzech pozostałych wydziałów, tzn. na wydziale teologii, prawa bądź medycyny” – dodaje.

Naukowiec zwraca uwagę na trudność zdobywania tytułów naukowych w okresie staropolskim. „Bakalaureat, czyli najniższy stopień naukowy, uzyskiwało na tych wydziałach 25-30 proc. studentów. Tytuł magistra na wydziale teologii lub równorzędny mu stopień doktora na wydziałach prawa i medycyny otrzymywało zaś tylko 5-7 proc. absolwentów” – mówi.

„Z pewnością jednak okres XVI-XVIII wieku dawał większe możliwości szybszej kariery naukowej niż obecnie. W dużo młodszym wieku zostawało się doktorem lub profesorem. Liczyły się bowiem przede wszystkim faktyczne umiejętności i predyspozycje, choć nie bez znaczenia były też znajomości i wyznanie. (trudno było sobie wyobrazić np. protestanckiego profesora nauczającego na Akademii Krakowskiej lub Wileńskiej). Nie istniała natomiast tak wyraziście sprawa przekonań politycznych; pierwsze partie polityczne pojawiły się dopiero w II połowie XIX wieku” – zaznacza doktor Affek.

Główna różnica leży jednak w finansowaniu karier naukowych. W okresie staropolskim młodzież była zdana wyłącznie na pomoc rodziny lub możnych protektorów (mecenasów). Młody człowiek w okresie staropolskim uczył się większej samodzielności.

„Dziś mecenat możnych został zastąpiony przez mecenat państwa gwarantującego tzw. +bezpłatne+ studia dzienne i utrzymującego sporą część uczelni. W rzeczywistości jednak takie studia kosztują nas wszystkich jako podatników, a opuszczająca je młodzież w większości przypadków nadal liczy na pomoc państwa (tym razem przy znalezieniu pierwszej pracy) i nie jest w stanie wykazać się większą aktywnością życiową” – zauważa historyk.

SZLACHECKIE WOJAŻE

Na co zwracano uwagę w staropolskim kształceniu? Przede wszystkim na odpowiednie wychowanie, łączące ideały szlachcica-ziemianina i szlachcica-obywatela. „Głównym celem edukacji było przygotowanie do życia politycznego i do służby Rzeczypospolitej. Całe nauczanie było ukierunkowane na kształtowanie właściwej kondycji religijno-moralnej, na umiejętności rozróżnienia dobra od zła, na utożsamianiu cnoty z mądrością” – zaznacza doktor.

Polskie dzieci uczono w domu lub posyłano do szkół. Niemniej istotnym sposobem wychowania były zagraniczne wojaże. Stanowiły one połączenie edukacji, samokształcenia, polityki i obserwacji. „Podróże miały umacniać młodzież w dobrych obyczajach, poszerzać wiedzę i doświadczenie życiowe, doskonalić osobowość” – wymienia dr Affek.

Były dwa zasadnicze typy podróży. „Cel pierwszych to nauka w obcych szkołach, zwłaszcza na uniwersytetach. Można tu wymienić we Włoszech -  Uniwersytet w Padwie i Bolonii (głównie prawo), Rzymie (teologia, filozofia), Neapolu i Salerno (medycyna, prawo), we Francji - zwłaszcza paryską Sorbonę, w Niderlandach - Amsterdam, Leydę, Utrecht oraz Louvain, w Szwajcarii - przede wszystkim Bazyleę (prawo, teologia), w Niemczech - Wittenbergę, Lipsk czy Ingolstadt, w Anglii - najsłynniejsze uczelnie-Oxford i Cambridge. W Czechach przez Polaków był oblegany uniwersytet Karola IV w Pradze. Właściwie w prawie każdym uniwersytecie Zachodniej Europy była jakaś kolonia polskich studentów” – mówi doktor.

„Drugi rodzaj wojaży był czysto turystyczny i nosił miano +edukacyjnego_. Takie wyjazdy znajdowały  odzwierciedlenie w pamiętnikach, utworach literackich, listach, testamentach itp.” – dodaje.

Historyk daleki jest jednak od utożsamiania współczesnych wyjazdów młodych Polaków "za pracą" z wojażami z okresu staropolskiego.

„W tamtych czasach jeździło się za granicę po to, aby pogłębiać swoją wiedzę na uczelniach i zwiedzać kraje, ale nigdy w grę nie wchodził motyw zarobkowy.  Kto bowiem wtedy podróżował? Ludzie majętni, często z utytułowanych domów lub ubodzy, ale występujący w charakterze towarzyszy podróży bogatej szlachty,  magnaterii albo też stypendystów finansowanych przez te same grupy sponsorów” – mówi historyk.

STUDENT NA SŁUŻBIE

Przykładem wychowania domowego połączonego z wyjazdami zagranicznymi jest historia Michała Kazimierza Radziwiłła (1702 – 1762), hetmana wielkiego litewskiego.

„Opisał on w swoim diariuszu, że już od 15. roku życia uczęszczał razem z rodzicami na sejmiki ziemskie i na sesje Trybunału Litewskiego, a w wieku 18 lat otrzymał już nominację na starostę przemyskiego. Za ostatni etap jego edukacji należy zaś uznać podróż zagraniczną, którą odbył w latach 1721-1723 do krajów niemieckich i do Francji, gdzie odwiedzał dwory panujących i zdawał cotygodniowe, pisemne raporty swojej matce, księżnej Annie z Sanguszków, która pozostała w kraju” – przytacza dr Affek.

Innym interesującym przypadkiem młodzieńca pochodzenia szlacheckiego, który wybrał się w zagraniczną podróż była postać Stanisława Padniewskiego.

„Prosto z Krakowa, gdzie studiował, przyjechał do Rzymu w 1597 roku. Tam wstąpił do służby na dworze papieskim jako zwykły kamerdyner. Ponieważ jednak dał się poznać jako ktoś obdarzony nadzwyczajnymi przymiotami umysłu i serca, przeto szybko uzyskał wielkie zaufanie papieża Klemensa VIII, do tego stopnia, że miał wyznaczone poczesne miejsce wśród książąt krwi na wszelkich uroczystościach publicznych i dostęp w każdej chwili na pokoje papieskie, miał też prawo swobodnego wstępu do wszystkich więzień rzymskich oraz ułaskawiania tamże skazanych na śmierć. Padniewski prowadził też równolegle swoje studia filozoficzne w Rzymie, ufundował tam tzw. Akademię Eneasza (przetrwałą do XVIII wieku), drukował krótkie rozprawy naukowe i  wygłaszał efektowne przemówienia, nie chcąc przy tym żadnych ofiarowanych mu godności i zaszczytów kościelnych” – opowiada doktor.

Ale nie każdy kończył tak pięknie. Zwykle kariera ubogiego szlachcica związana była ze służbą na dworze bogatej szlachty i magnaterii. Występował tam jako ekonom, pisarz, komisarz i dyspozytor, rzadziej lokaj lub guwerner.

KARIERA MIESZCZANINA

Obraz karier młodych ludzi w XVI-XVIII wieku byłby niepełny, gdybyśmy nie uwzględnili mieszczaństwa. „Miało ono inne niż ogół szlachty podejście do wiedzy. Największe nadzieje dzieci mieszczan wiązały ze szkołami parafialnymi, a pozostawały one zwykle poza sferą zainteresowań kół szlacheckich. Ogromną popularnością wśród mieszczan cieszyły się też szkoły różnowiercze, a zwłaszcza szkoły wyższe -  Akademia Krakowska i zagraniczne wszechnice. Mieszczańskiego pochodzenia była znaczna część studentów, a przede wszystkim większość profesorów krakowskiej uczelni. Stąd niechętny stosunek do niej ze strony większości szlachty” – wyjaśnia badacz.

„Z punktu widzenia wykonywanej pracy, ludzi pochodzenia miejskiego można było podzielić na dwie grupy. Pierwsza obejmowała tych, którzy wykonywali zajęcia zaliczane do typowo miejskich, a więc rzemiosło lub handel. Druga wykonywała te rodzaje zajęć, które wymagały już wykształcenia humanistycznego i obejmowała nauczycieli, tłumaczy, pisarzy, sekretarzy, duchownych różnych wyznań, a także lekarzy i prawników.

Wykształcenie mogło wynieść mieszczanina na szczyty ówczesnej hierarchii społecznej. Najznakomitszymi przykładami takich karier są znane nazwiska Erazma Ciołka, Jana Dantyszka, Marcina Kromera lub Stanisława Hozjusza. Wszyscy czterej urodzeni w rodzinach mieszczańskich, dzięki wykształceniu doszli do najwyższych godności w Kościele” – opowiada doktor Affek.

Młodzież mieszczańska także zdobywała wiedzę poza granicami kraju. "Na takie wyjazdy pozwalał sobie zwłaszcza bogaty patrycjat wielkich miast, aczkolwiek i ubodzy mieszczanie wyjeżdżali tam w różnym charakterze. W sumie wykształcenie mieszczańskie często swoim poziomem przewyższało szlacheckie, a wiedza dla mieszczan była drogą do zrobienia kariery - czy to w mieście (rady miejskie, zawody rzemieślnicze, kupiectwo), czy też w służbie publicznej, kościelnej lub naukowej” – dodaje doktor.

WYCHOWANIE KOBIET

„W polskiej literaturze pedagogicznej tamtego okresu pojawiają się też rozważania o wychowaniu dziewcząt. Wyróżniają się dwa podejścia do tego tematu. Pierwsze to – najczęściej  spotykane – +konserwatywne+, sięgające korzeniami Starożytności, a ograniczające się tylko do wychowania religijno-moralnego oraz do przygotowania dziewcząt do roli matki, żony, gospodyni. Drugie to tzw. wychowanie +postępowe+, dostrzegające w kobiecie istotę równą mężczyźnie, postulujące również przygotowanie intelektualne niekiedy na równi z mężczyznami” – mówi doktor.

Porównując dwie tak różne epoki, doktor Affek doszedł do pewnej ciekawej konkluzji. „Wspólne dla nich pozostają takie elementy, jak pieniądze i znajomości. Bez nich trudno i dziś myśleć o robieniu kariery” – kończy.

* * *

Dr Mariusz Affek podczas konferencji „Udział ludzi młodych w życiu społecznym i politycznym”, zorganizowanej przez Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego wygłosił 22 marca wykład „Studia i kariery młodych Polaków w XVI-XVIII wieku”.

PAP – Nauka w Polsce, Adam Lisiecki

 góra strony




Koszyk jest pusty
Zaloguj się:

adres e-mail:

hasło:
   
« Zarejestruj się
Wpisz pobrany
kod dostępu:
 
Polecamy:
















Google
    
UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii, proszę zapoznać się z polityką prywatności platformy edukacyjnej eduskrypt.pl
ZAMKNIJ