eduskrypt.pl - platforma nominowana do WORLD SUMMIT AWARD 2007

Śladami syberyjskich zbiegów

„Wielu uciekinierów z Sybiru swoje życie na zesłaniu wspominało po latach z utęsknieniem. Niektórym z nich, na przykład lekarzom lub nauczycielom, wiodło się tam całkiem znośnie. A jednak  ryzykowali szaleńczą, nierzadko pieszą, ucieczkę przez bezkresne przestrzenie Rosji. Dlaczego? Gnała ich potrzeba wolności” – mówi autorka książki „Ucieczki z Sybiru”, prof. Wiktoria Śliwowska z Instytutu Historii PAN Przedstawia ona losy polskich zesłańców, bohaterów najciekawszych ucieczek z dziewiętnastowiecznej Rosji.

„Wśród zbiegów byli i tacy, którzy uciekali kilka razy, przemierzając Rosję wiele lat: pieszo, w kibitce lub koleją, w przebraniu pątników czy żebraków, w grupie bądź samopas” – mówi Śliwowska. Na kartach tej dokumentalnej opowieści, obok prawdziwych bohaterów, pojawiają się żądni przygód awanturnicy, a nawet  blagierzy, którzy na emigracji podawali się za zesłańców, choć ich noga nigdy na Sybirze nie stanęła.

BOHATEROWIE, AWANTURNICY I BLAGIERZY

Czytając niesamowite opowieści o ucieczkach z Sybiru można by podejrzewać autorkę o nadmiar fantazji. Ale wszystkie barwne wydarzenia, z których utkała swą epopeję, są oparte na dokumentach – na carskich aktach śledczych i raportach,  listach i pamiętnikach zesłańców. Z niezwykłą skrupulatnością zbadała ona każdy szczegół ich biografii, często przyłapując zesłańców-pamiętnikarzy na nieścisłościach lub wręcz kłamstwach.

Pomysłowość zbiegów nie znała granic. „Z rozkoszą pisałam o doskonale przygotowanej ucieczce Rufina Piotrowskiego, powstańca  listopadowego i emisariusza, skazanego na ciężkie roboty w gorzelni w Jekateryńsku pod Tarą” – wspomina badaczka.

„Piotrowski w przebraniu prawosławnego pątnika (zapuścił  wcześniej długą brodę) dotarł pieszo do Archangielska nad Morzem Białym, a gdy okazało się, że opuszczenie Rosji na którymś ze statków handlowych jest niemożliwe,  dostał się przez Petersburg i Rygę do pruskiego Królewca” – ciągnie autorka. Jego ucieczka zakończyła się szczęśliwie, co było jednak rzadkością. Zwykle zbiegów chwytano i surowo karano.

Wśród śmiałków były  także, oprócz zapomnianych już dziś zesłańców, sławne postacie historyczne. Należał do nich Piotr Wysocki, pamiętny bohater Nocy Listopadowej, który w 1835 r. z towarzyszami z katorgi podjął nieudaną próbę ucieczki. Za karę został skazany na tysiąc kijów, co oznaczało dwukrotne przejście przez szpaler złożony z uzbrojonych w kije żołnierzy. Udało mu się przeżyć, ale dopiero po ćwierć wieku wygnania powrócił do kraju.

Nie brak też wątków romansowych, takich jak np. opowieść o Wincentym i Albinie Migurskich, których losy stały się kanwą opowiadania  Lwa Tołstoja „Za co?”. Albina, narzeczona Wincentego, podążyła za nim na zesłanie do Uralska, gdzie wzięli ślub. Już na Syberii Migurscy umyślili ucieczkę. Migurski upozorował samobójczą śmierć w nurtach rzeki, naprawdę zaś ukrył się w domu, pod opieką żony. Po kilku miesiącach Albina uzyskała pozwolenie na powrót do kraju i wyruszyła powozem, wraz z Wincentym  schowanym pod siedzeniem pojazdu, w stronę ojczystego kraju. Uciekinier został jednak szybko zdemaskowany i skazany na ponowne zesłanie na Zabajkale. Wierna żona i tym razem pojechała za mężem. Nigdy już z Syberii nie wróciła; zmarła przy porodzie.

MIT I PRAWDA O SYBIRZE

W swojej książce Śliwowska rozprawia się z obiegowymi poglądami o Sybirze. Właśnie: o Sybirze, a nie Syberii, ponieważ zdaniem badaczki te dwa pojęcia nie są tożsame.

Syberia to nazwa geograficzna, obejmująca tereny położone na wschód od Uralu, podczas gdy „Sybir stanowił w istocie sumę doświadczeń, doznanych na rozległych obszarach cesarstwa rosyjskiego przez polskich zesłańców, przemocą oderwanych od miejsc swego stałego zamieszkania".  Sybirakami nazywano więc także tych licznych zesłańców, którzy odbywali karę w europejskich guberniach Rosji, na zachód od Uralu, np. na Kaukazie.

Śliwowska rozwiewa mit o Sybirze jako „carskim Gułagu”. Jej zdaniem, Rosja w XIX wieku była monarchią autokratyczną, ale nie miała nic wspólnego z sowieckim systemem totalitarnym.

 „Zesłanie miało odizolować polskich buntowników od reszty społeczeństwa i uniemożliwić im oddziaływanie na innych Polaków, a  nie eksterminację fizyczną przez wyniszczenie głodem i nieludzkimi warunkami egzystencji” – podkreśla Śliwowska.  

Nie ulega wątpliwości, że Sybir był dla Polaków więzieniem, a carskie kary dla politycznych przeciwników – samo przesiedlenie daleko od własnego kraju - bardzo dotkliwe. W praktyce jednak, jak podkreśla Śliwowska, polskich zesłańców traktowano zwykle znacznie łagodniej niż może nam się wydawać po doświadczeniach „Archipelagu Gułag”.

 „U nas pokutuje mit Syberii, gdzie katorżnika przykuwano do taczki i zmuszano do pracy ponad siły w kopalniach” – mówi Śliwowska. „Wprawdzie formalnie istniał wymóg, żeby katorżnicy chodzili w kajdanach, ale przy łagodnym naczelniku kajdany szły w ruch tylko podczas wizytacji” – dodaje.

Według niej, wszystko zależało od miejscowych urzędników. „Jeżeli się znalazł człowiek przyzwoity, a czasem zainteresowany tym, żeby zesłańcy uczyli jego dzieci muzyki i języków, to nie pomagały żadne +zakazy+. Zesłańcy leczyli, uczyli, pracowali w urzędach” – wyjaśnia autorka. Przytacza przypadek jednego z Sybiraków, który powrócił z zesłania ze sporym majątkiem, dzięki czemu mógł zbudować w kraju własną stolarnię.   

Znośne warunki zesłańczego życia mogą po części tłumaczyć, dlaczego ucieczki z Sybiru stanowiły w wieku XIX rzadkość. Był  też inny powód. Większość polskich zesłańców była przeciwna ucieczkom. „Każdy zbieg narażał na represje pozostałych zesłańców. Za próbę ucieczki groziły zbiegom surowe kary, z karą chłosty i wcieleniem do wojska włącznie. Potencjalnych uciekinierów powstrzymywała też nadzieja na carską amnestię” – podkreśla Śliwowska. W sumie w całym XIX wieku autorka doliczyła się tylko kilkudziesięciu udanych ucieczek polskich zesłańców.

 Z OKIEN KOLEI TRANSSYBERYJSKIEJ

Jak zaznacza prof. Śliwowska, badanie dziejów dziewiętnastowiecznych zesłańców było dla niej wielką życiową przygodą. Kilkanaście lat temu, gdy w ZSRR zaczęła się pierestrojka i otworzyły się archiwa, także z czasów carskich, „rzuciłam wszystkie inne zajęcia i pojechałam do Rosji, bo obawiałam się, że odwilż polityczna nie potrwa długo i  trzeba z niej skorzystać” – wyjaśnia.

Przemierzała tysiące kilometrów Syberii śladami zesłańców: samolotem i  swoją ulubioną koleją transsyberyjską. Była w Tomsku, Irkucku, Archangielsku, Wołogdzie i Jakucku. „Zrozumiałam, że to, co pisali zesłańcy o niezwykłym pięknie syberyjskiej przyrody, nie jest przesadą. Spotkałam też na Syberii, np. pod Tomskiem, wielu mieszkańców z polskimi korzeniami. Tam niemal każdy ma polską babkę lub dziadka Polaka” – zauważa.

Podkreśla, że końcowy efekt badań nie byłby możliwy bez grona współpracowników w całej Rosji, także na Ukrainie i Litwie. „Poznałam młodzież zarówno z polskimi korzeniami, jak i Rosjan z dziada pradziada, którzy z entuzjazmem z nami współpracowali. W Tomsku,  w Archangielsku, w Wołogdzie i Kazaniu wszędzie w archiwach były całe pokłady materiałów o Polakach” – opowiada.

W rezultacie badań prof. Śliwowskiej, oprócz dzieła o ucieczkach z Sybiru, ukazał się w Polsce drukiem słownik zesłańców polskich pierwszej połowy XIX wieku (kilka tysięcy nazwisk) oraz powstała licząca 40 tys. nazwisk kartoteka zesłańców postyczniowych.

 PAP-Nauka w Polsce, Szymon Łucyk

 góra strony




Koszyk jest pusty
Zaloguj się:

adres e-mail:

hasło:
   
« Zarejestruj się
Wpisz pobrany
kod dostępu:
 
Polecamy:
















Google
    
UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii, proszę zapoznać się z polityką prywatności platformy edukacyjnej eduskrypt.pl
ZAMKNIJ