eduskrypt.pl - platforma nominowana do WORLD SUMMIT AWARD 2007

Bezpieczeństwo czy pokój?

Artykuł jest próbą wzajemnego usytuowania takich terminów, jak: wojna, pokój, konflikt czy bezpieczeństwo. Broni tezy, iż pokój jest w wartością podstawową. Artykuł ukazał się w wersji drukowanej w "Wiedza Obronna" 2004, nr 4.

Bezpieczeństwo czy pokój?

Ostatnimi czasy niesamowitą wprost karierę robi słowo bezpieczeństwo. I bardzo dobrze. Moją obawę wzbudzają jednak wypowiedzi, które – zapewne nieświadomie - deprecjonują w związku z tym słowo pokój. Jak to więc właściwie jest: czy pojęć pokoju i wojny nie czas zastąpić szerszymi a zarazem bliższymi każdemu z nas pojęciami bezpieczeństwa i zagrożenia?
Z pewnością wszystkie te pojęcia dalekie są od jednoznaczności. Wojna może być na przykład pojmowana jako próba sił między państwami, między zwolennikami różnych ideologii, między wyznawcami różnych religii czy choćby między dwoma sąsiadami. Może mieć charakter militarny, ale również gospodarczy czy psychologiczny. Z kolei pokojem zwykliśmy nazywać stan spokoju, zgody, porozumienia czy równowagi między członkami jakiejś zbiorowości lub w skali międzynarodowej. Może nam chodzić o prosty stan braku wojny, ale też o wysiłek organizacyjny w celu niedopuszczenia do niej.

Pojęcia zagrożenia, konfliktu i bezpieczeństwa są przynajmniej równie wieloznaczne, jak tamte, a sądzę, że bardziej. Bezpieczne mogą być ulica, sieć, seks czy nasze dane osobowe. Konflikt może być zbrojny, genetyczny, pokoleniowy – jakikolwiek. Zagrożenie może dotyczyć czegoś mojego, mnie samego, nas, czegoś naszego; może dotyczyć mnie ze strony czegoś mojego, czegoś mojego ze strony mnie, czegoś mojego ze strony czegoś mojego itd., itd.

Przyjrzyjmy się bliżej pojęciom pokoju i wojny. Na metodologiczne trudności związane z refleksją nad nimi zwraca uwagę J. Lipiec[1]. Jedna z nich wyrażałaby się w pytaniu, czy należy dążyć do stworzenia jednej wyodrębnionej dziedziny badań i refleksji nad wojną i pokojem, czy też traktować teoretyczne poczynania w tym względzie jako względnie tylko izolowaną część jakiejś ogólniejszej dziedziny, może filozofii społecznej. Nie widać jednak kryteriów wyodrębnienia takiej dziedziny. Jeśli zaś zdecydujemy się na zawężenie rozważań do naukowo-praktycznych aspektów badań nad pokojem, badania te pozostaną w najlepszym razie badaniami interdyscyplinarnymi – wykorzystującymi takie dziedziny, jak historia, socjologia, politologia, ekonomia, teoria prawa i stosunków międzynarodowych itp., a więc z istoty rzeczy będą wykazywały pewną teoretyczną i metodologiczną niedojrzałość, nawet jeśli obejmiemy je jedną nazwą[2]. Nie przekonuje mnie propozycja J. Lipca, zbudowania „syntezy traktującej głosy poszczególnych nauk jako przełożone na wspólny język elementy pewnej całości” o charakterze historiozoficznym[3].

Inny kłopot tkwi w emocjach, które zwykle towarzyszą rozważaniom na te tematy. Czy w owej refleksji można się obyć bez przyjmowanych z góry wartościowań (typu pokój jest dobry, wojna zła, wojna sprawiedliwa, wojna niesprawiedliwa)[4]? Nie ma chyba teoretyka, który przyznawałby bez żadnych zastrzeżeń, że wojna jest czymś dobrym, choć dla jednych pokój jest wartością nieskończenie wyższą od wojny a dla innych tylko koniecznością. W. Stróżewski zwraca uwagę, że może być pokój dobry i pokój zły. Takie dwojakie, konstruktywne i destrukcyjne, zabarwienie aksjologiczne może mieć również proste przeciwieństwo pokoju, nie-pokój: „Niepokój, konflikt, walka mogą spełniać przecież wyraźnie konstruktywne funkcje, skoro dzięki nim rodzić się mogą nowe wartości”[5].

Tak jak brak jest jednoznacznego kryterium rozróżniania pokoju i wojny czy kryterium  rozróżniania wojny międzynarodowej i domowej, nie ma też dobrego kryterium pozwalającego na jednoznaczne wyseparowanie zjawisk o charakterze zbrojnym zachodzących między państwami (tak można by próbować zawęzić pojęcie wojny) i takichże zjawisk zachodzących w skali jednego kraju (np. wojny domowe, powstania, rewolucje i kontrrewolucje, pucze i zamachy). Analogiczne kłopoty rodzi też zjawisko międzynarodowej przestępczości zorganizowanej i wszelkiego typu terroryzmu.

Aby poczynić krok dalej, nałóżmy na pojęcie wojny następujące ograniczenia:
- mówmy o stosowaniu lub zagrożeniu stosowaniem zorganizowanej przemocy o charakterze militarnym lub jakimkolwiek innym;
- mówmy o zjawiskach rozgrywających się w skali międzynarodowej lub angażujących stosunki międzynarodowe;
- załóżmy, że przynajmniej jedną z zaangażowanych stron stosujących przemoc jest państwo i że chodzi o jego być albo nie być.

Pokój definiujmy odwołując się do negacji pojęcia wojny, dodając jednak warunek o potrzebie względnie trwałego jego zabezpieczenia; przyjmijmy więc, że międzynarodowym lub globalnym stanem ogólnie pożądanym jest pewna wymagająca międzynarodowego wysiłku harmonia, co wynikałoby z tego, że ogólnie biorąc harmonia ta daje więcej korzyści niż jej zakłócanie. Pojęciem nadrzędnym względem wojny i pokoju uczyńmy pojęcie makro-harmonii, które różniłoby się od pojęcia ładu międzynarodowego swą dynamiką. Ład czy bezpieczeństwo międzynarodowe są pojęciami statycznymi – gdyby odpowiadający im stan rzeczywiście zaistniał, wojny byłyby zjawiskiem irracjonalnym, więc niewytłumaczalnym; z tego samego powodu dynamika owej makro-harmonii nie może polegać na jakimś prostym jej wzroście.

Podobnie sądzi W. Stróżewski, traktując pokój jako dynamiczną własność, dynamicznego układu, którym jest społeczeństwo. „Gdyby była to jedność wyłącznie statyczna, jedność nierozwijających się i izolowanych wzajemnie elementów, nie można by  w ogóle mówić o pokoju, lecz o spokoju, statyczności, stagnacji”. Skoro zaś wspomniane elementy mogą wchodzić ze sobą w relacje wzajemnego konfliktu, pokój wymaga „nieustannych zabiegów o swe zaktualizowanie, troski o swą aktualizację, a nawet walki o nią”[6]. W ten sposób rację miałby znany amerykański teoretyk wojny D. Kagan, twierdząc że zasadniczą przyczyną wojen jest niepowodzenie w utrzymaniu pokoju.

Taki systemowy model domaga się jednak głębszej filozoficznej refleksji. Zwróćmy choćby uwagę na następującą trudność. Analogicznie do koncepcji ładu społecznego możemy mówić o koncepcjach ładu globalnego, który dotyczyłby powiązanej jakimikolwiek zależnościami społeczności międzynarodowej (w szczególnym wypadku – społeczności globalnej). Wedle koncepcji funkcjonalnej takie makro-społeczeństwo zmierza do osiągnięcia stanu wewnętrznej równowagi. Jest jakby samoregulującym się systemem, a wszelkie weń zmiany są jedynie przechodzeniem od jednego ładu do drugiego. Wedle koncepcji konfliktowej makro-społeczeństwo istnieje jedynie dzięki wewnętrznym konfliktom, ład społeczny jest jedynie chwiejną równowagą. Zauważmy, że wspólną cechą obu koncepcji jest traktowanie makro-społeczeństwa jako systemu. Aby wytłumaczyć wewnętrzne konflikty, oba z nich muszą przyjąć oddziaływanie na ów system jakiegoś „otoczenia” lub konieczność dostosowania się przezeń do tego „otoczenia”, co zresztą na jedno wychodzi. Zakładająca naturalność konfliktów koncepcja konfliktowa nie jest w stanie wytłumaczyć konfliktowości systemu w oparciu o sam system, czyli nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jaką właściwie funkcję pełnią konflikty w systemie. Wydaje się, że był to jeden z teoretycznych kłopotów marksizmu.

Z pewnego punktu widzenia pojęcie zagrożeń międzynarodowego ładu czy bezpieczeństwa wydaje się ogólniejsze, a przynajmniej logicznie pierwotniejsze od pojęcia międzynarodowego konfliktu czy wojny. Zagrożeniem takim było pojawienie się ruchów faszystowskich, procesy dezintegracyjne bloku socjalistycznego, są nimi wybuchające tu i ówdzie konflikty etniczne, ujawniające się konflikty gospodarcze czy religijne. Idąc tym tropem myślowym można by sugerować, że pojęcie konfliktu międzynarodowego jest szersze bądź logicznie pierwotniejsze od pojęcia wojny i analogicznie – pojęcie braku takich konfliktów, czyli międzynarodowe bezpieczeństwo, jest ogólniejsze lub logicznie pierwotniejsze od pojęcia pokoju.

Taki wniosek zastosowany do teorii wojny i pokoju prowadziłby jednak na manowce. Pojęcia braku zagrożenia, zagrożenia i konfliktu odnoszą się niewątpliwie do tego, co jest zagrożone. Aby pojęcia te były współmierne (czyli uzupełniały się w opisie czegoś jednego), tym co zagrożone nie może być po prostu bezpieczeństwo czegoś, lecz jakiś jego stan. Trzeba więc rozpatrywać jakiś system (np. system stosunków międzynarodowych), w którym można by rozróżnić przynajmniej trzy stany: wewnętrznego konfliktu, zagrożenia takim konfliktem i braku takiego zagrożenia. Trzeba również ustalić potencjalne przyczyny i skutki przechodzenia owego systemu od każdego z tych stanów w każdy inny. Czym innym byłoby zagrożenie zewnętrzne owego systemu (o takim nie mówimy, gdyż rozpatrujemy wszystko w jego skali), czym innym ewentualne dlań zagrożenie wynikające z braku jego wewnętrznej stabilności (o takim również nie będziemy mówili, z tego samego powodu, co wyżej), czym innym zagrożenie dla jednego ze ścierających się weń elementów (jeśli element ten nie jest po prostu interesującym nas stanem systemu, również nie powinien nas tu interesować), czym innym zaś zagrożenie dla pewnego jego stanu wynikające z wystąpienia jakiegoś wewnętrznego konfliktu (to podejście wydaje się najwłaściwsze).

Takie systemowe modelowanie zagadnień bezpieczeństwa, zagrożenia i konfliktu jest niewątpliwie potrzebne[7]. Wydaje się jednak, że pojęcia wojny i pokoju wymagają nie tyle konkretyzacji trzech wspomnianych wyżej stanów, które powinien uwzględniać tego typu model, co raczej konkretyzacji całego tego modelu.

Oponent mógłby jednak utrzymywać: przecież wojna jest tylko jedną z form konfliktu, zaś pokój nie oznacza zawsze pełnego bezpieczeństwa; wszak wojnę można zdefiniować jako „międzynarodowy konflikt zbrojny”, zaś pokój jako „stan międzynarodowego bezpieczeństwa od wojny”[8]. Zwróćmy jednak uwagę, iż pojęcia konfliktu i bezpieczeństwa nie mają się względem siebie tak, jak mają się wzajemnie pojęcia wojny i pokoju. O ile te ostatnie można traktować jako wykluczające i zarazem dopełniające się, a więc w istotny sposób z sobą powiązane, to dwa poprzednie powiązane są o wiele słabiej: konflikt wpływa na zmniejszone poczucie bezpieczeństwa lub wręcz jest dlań obiektywnym zagrożeniem (konflikt bywa niebezpieczny), zaś stan bezpieczeństwa nie jest wprawdzie konfliktogenny, ale za to taki charakter może mieć poczucie niebezpieczeństwa (niebezpieczeństwo może przyczynić się do konfliktu). Wzajemne usytuowanie konfliktu i bezpieczeństwa jest przeto dość niewyraźne. Brak poczucia bezpieczeństwa może stać się zarzewiem konfliktu, ten zaś przyniesie zapewne dalszy spadek poczucia bezpieczeństwa. Umocnienie bezpieczeństwa może przyczynić się do przerwania konfliktu, co z kolei przyczyni się zapewne do dalszego wzrostu bezpieczeństwa. Analizowane pojęcia nie są w każdym razie powiązane bezpośrednio. Bezpieczeństwo jest pojęciem z pogranicza psychologii i socjologii, poczucie bezpieczeństwa jest stopniowalne; konflikt jest w interesującym nas kontekście pojęciem bardziej socjotechnicznym. Są to pojęcia teoretycznie niewspółmierne. Można stąd wnosić, że potraktowanie wojny jako rodzaju konfliktu i potraktowanie pokoju jako rodzaju stanu bezpieczeństwa nie wnosi nic do teorii wojny i pokoju. Natomiast pojęcia bezpieczeństwa, a zwłaszcza konfliktu są niewątpliwie pomocne w doprecyzowaniu pojęć pokoju i wojny.

Próbując sformułować filozoficzną definicję bezpieczeństwa, J. Świniarski zwraca uwagę na wieloznaczność tego pojęcia, sugeruje jednak, że jego istota „tkwi w takich formach istnienia, które zapewniają trwanie, przetrwanie i rozwój oraz doskonalenie, tudzież trwanie, stabilizację i rozwój”[9]. Niebezpieczeństwo jest zaś „taką formą istnienia, która znajduje się w procesie degradacji, rozpadu [...] czy też zaniku (umierania)”[10]. Pomiędzy fazą rozwoju i fazą degradacji autor umieszcza fazę stabilizacji. Bezpieczeństwo obejmuje dwie pierwsze fazy: rozwoju i stabilizacji. Za fundamentalne i wzajemnie uzupełniające się metody kształtowania bezpieczeństwa („ładu bezpiecznego”) uznaje: „metodę wojenną, której skutki są dekonstrukcyjne i konserwacyjne” oraz „metodę pokojową, której skutki są konstrukcyjne i profilaktyczne”[11]. Ponieważ konstrukcję i konserwację pojmuje autor jako czyny bezpieczne, profilaktykę jako czyn względnie bezpieczny lub względnie niebezpieczny, zaś dekonstrukcję jako czyn niebezpieczny, wnioskuje, że o ile metoda pokojowa jest raczej bezpieczna, to metoda wojenna raczej niebezpieczna[12]. Twierdzi jednak, iż bezpieczeństwo zyskuje się przez wyważenie proporcji między wojną i pokojem („przez ani małe, ani duże wojny i ani małe, ani duże pokoje, czyli takie wojny i pokoje, które są w sam raz”[13]). Wcześniej znajdujemy też stwierdzenie, iż „działanie bezpieczne to takie, które zachowuje umiar pomiędzy nadmiarem dekonstrukcji i konserwacji, a niedostatkiem konstrukcji i profilaktyki”[14].

Tego typu refleksję nad kwestią bezpieczeństwa, wojny i pokoju, aczkolwiek pożyteczną i po części nowatorską, musimy jednak opatrzyć kilkoma uwagami krytycznymi. Po pierwsze, nie sądzę, aby zasługiwała ona na miano filozofii bezpieczeństwa, którym ją autor opatruje. Aczkolwiek pojęcie bezpieczeństwa może się w filozofii pojawić (np. w kontekście filozofii społecznej), nie sądzę, aby wokół niego mogła się rozbudować jakaś specjalna filozoficzna subdziedzina. Świniarski próbuje dać podstawy takiej subdziedzinie definiując filozofię bezpieczeństwa niezmiernie szeroko: „Filozofia bezpieczeństwa jest najogólniejszą refleksją i wiedzą o formach istnienia każdego stanu rzeczy. Dokładniej, jest ona najogólniejszą refleksją o formach istnienia (świata bytów przyrody, świata bytów społecznych i świata bytów techniki lub też świata natury i świata kultury) oraz prawach tym istnieniem rządzących, środkach je sprawiających i zasadniczych przyczynach to istnienie zapewniających. W obszarze tej najogólniejszej refleksji mieści się również wiedza o człowieku w ogóle [...]”[15]. Ten sposób wyodrębnienia dziedziny filozoficznej jest metodologicznie niedopuszczalny. Autor nie ustosunkowuje się przy tym do żadnego ze znanych podziałów filozofii na jej subdziedziny (czy chodziłoby o jakąś nową ontologię?), nie wskazuje też  filozoficznych konsekwencji wyodrębnienia takiego działu. Po drugie, uzyskane definicje wojny i pokoju są zdecydowanie zbyt szerokie: „wojna jest to taki każdy ambiwalentny czyn, którego skutki są [...]”, „pokój jest to taki każdy ambiwalentny czyn, którego skutki są [...]”. Po trzecie, pojęcie bezpieczeństwa zyskuje niepokojącą dwuznaczność: z jednej strony odnosi się je względem międzynarodowego ładu, który powinien być w miarę bezpieczny, z drugiej – do sposobu działania różnych podmiotów, który również powinien być w miarę bezpieczny. Po czwarte, filozoficzne ujęcie kwestii wojny, konfliktu, pokoju i bezpieczeństwa nie może się obyć bez refleksji aksjologicznej, której w prezentowanym ujęciu wyraźnie brakuje[16].

Zmierzam jednak do konkluzji. Z aksjologicznego punktu widzenia, tak pokój, jak bezpieczeństwo są wartościami. Zapytajmy, która z nich jest wartością bardziej podstawową, warunkującą realizację drugiej. W. Stróżewski wskazuje na ich ścisły związek: „poczucie bezpieczeństwa możliwe jest tylko w warunkach prawdziwego pokoju, ten zaś ze swej strony nieustannej troski o jego utrzymanie, a więc zabezpieczenie go”[17]. Można się zgodzić, że troska o bezpieczeństwo jest  pojęciem szerszym niż troska o pokój. Tym niemniej troska o pokój wydaje się być troską o najbardziej podstawowy warunek jakiegokolwiek i czyjegokolwiek  bezpieczeństwa. Z tego punktu widzenia pokój jest wartością podstawową[18].


[1] J. Lipiec, Polityka i filozofia, Kraków 1978, s. 132-151.
[2] Por. ang. peace research, conflict research, development studies, niem. Friedensforschung, fr. recherches sur la paix; badania polemonologiczne, bellogiczne, etiologiczne, irrenologiczne itp. (por. Leksykon Pokoju, Warszawa 1987, s. 25-26; Ks. J. Kondziela, Badania nad pokojem, Warszawa 1974).
[3] J. Lipiec, op. cit., s. 134.
[4] Por. sentencje typu: „”Błogosławieni budujący pokój” (Jakub I, król ang.), „Słodkie jest imię pokoju”, „Pokój to najlepsza rzecz”, „Jeden pokój lepszy od wielu zwycięstw”, „Łagodny pokój przystoi ludziom, gniewne szczekanie zwierzętom” (Owidiusz), „Niechaj nikt nie przeszkadza mi w pragnieniu pokoju!”.
[5] W. Stróżewski, „W poszukiwaniu istoty pokoju”, w: (tegoż autora) Istnienie i wartość, Kraków 1981, s. 306.
[6] W. Stróżewski, op. cit., s. 302-303.
[7]Świadczy o tym  np. pozycja: J. Jaźwiński, K. Ważyńska-Fiok, Bezpieczeństwo systemów, Warszawa 1993.
[8] W literaturze obecne jest np. powszechne przekonanie o rozszerzaniu się zakresu pojęcia „bezpieczeństwo”. J. Czaputowicz wymienia oprócz międzynarodowego bezpieczeństwa militarnego bezpieczeństwo polityczne, ekonomiczne, ekologiczne, społeczno-kulturowe. Zwraca także uwagę na to, że o ile dawniejsze podejście do bezpieczeństwa było państwowocentryczne, to obecnie postrzega się je jako równie ważne jak bezpieczeństwo międzynarodowe, ale i bezpieczeństwo grupy czy jednostki (J. Czaputowicz, System czy nieład? Bezpieczeństwo europejskie u progu XXI wieku, Warszawa 1998, s. 23-28).
[9] J. Świniarski,  Filozoficzne podstawy edukacji dla bezpieczeństwa, Warszawa 1999, s. 13.
[10] Tamże, s. 14.
[11] Tamże, s. 16.
[12] Tamże, s. 33-34.
[13] Tamże, s. 32.
[14] Tamże, s. 27.
[15] Tamże, s. 21.
[16] „Uczestnicy systemu bezpieczeństwa zbiorowego przyjmują za punkt wyjścia ideę niepodzielności pokoju i uznają, że jego zagrożenie lub naruszenie oznacza niebezpieczeństwo dla wszystkich” (Leksykon Pokoju, op. cit., s. 31). Hasła „Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny” lub „Kto chce korzystać z trwałego pokoju, winien być wyćwiczony w wojnie” znajdują tu swoją alternatywę w postaci „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie!” czy „Jeden pokój lepszy od wielu zwycięstw”. Por. W. Stróżewski „Plus ratio quam vis” w: (tegoż autora) W kręgu wartości, Kraków 1992, s. 133-150.
[17] W. Stróżewski, op. cit., s. 308.
[18] Oczywiście, należałoby mieć na uwadze to, komu ostatecznie pokój i bezpieczeństwo ma służyć. W tym kontekście stosowny tytuł i treść posiada projekt ustawy O bezpieczeństwie obywatelskim z dn. 21.08.2003 r., gdzie mówi się, że system bezpieczeństwa obywatelskiego powinien stwarzać warunki „ochrony obywateli przed zjawiskami groźnymi dla życia i zdrowia lub powodującymi straty materialne oraz minimalizować ich skutki i kształtować otoczenie sprzyjające harmonijnemu i zrównoważonemu rozwojowi społeczeństwa”. W całym dokumencie mowa jest o sprawnym zarządzaniu i ochronie ludności w sytuacjach kryzysowych i stanach nadzwyczajnych, czyli również wojny. Jeszcze bardziej na sprawach wewnętrznych skoncentrowany jest ubiegłoroczny program rządu Bezpieczna Polska. Program poprawy bezpieczeństwa obywateli. Dobrze, że dokumenty te zostały opracowane. Przestrzegam jednak przed utożsamianiem programu „poprawy bezpieczeństwa obywateli” i programu poprawy bezpieczeństwa kraju. O takim chcielibyśmy również usłyszeć.

Stanisław Buda

 góra strony




Koszyk jest pusty
Zaloguj się:

adres e-mail:

hasło:
   
« Zarejestruj się
Wpisz pobrany
kod dostępu:
 
Polecamy:
















Google
    
UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii, proszę zapoznać się z polityką prywatności platformy edukacyjnej eduskrypt.pl
ZAMKNIJ