eduskrypt.pl - platforma nominowana do WORLD SUMMIT AWARD 2007

Polska blada na tle przeciętnych

W polityce innowacyjności musi nastąpić strategiczna ponadresortowa mobilizacja. Otrzymujemy prawdopodobnie największe wsparcie dla gospodarki w całej naszej historii. Taka szansa już się nie powtórzy - mówi Krzysztof Gulda, dyrektor Departamentu Innowacyjności w Ministerstwie Gospodarki, komentując słabe wyniki Polski w europejskim Rankingu Innowacyjności 2005. 

Nauka w Polsce: Polska traci grunt pod nogami” – głosi raport Komisji Europejskiej z 12 stycznia 2006 roku. Zakwalifikowano nas do najmniej innowacyjnych państw Starego Kontynentu. Za sobą mamy tylko czterech członków Unii i kilka państw spoza niej. Czy wiedzieliśmy, że z innowacyjnością w Polsce jest aż tak źle?

Krzysztof Gulda: Nie jesteśmy zaskoczeni raportem Komisji. Coroczne Rankingi Innowacyjności przygotowywane są we współpracy z krajami członkowskimi. Bierzemy udział w dostarczaniu danych statystycznych. Uczestniczymy w opracowywaniu tzw. „country raport” – analitycznej części raportu, poświęconej poszczególnym krajom. Kiedy już znane są wyniki rankingu, grupy ekspertów wskazują najistotniejsze wyzwania dla danego kraju. Znamy ten dokument ze sporym wyprzedzeniem, a same prace nad nim trwają ponad pół roku.

Zanim jednak przystąpimy do analizy Rankingu Innowacyjności 2005 i porozmawiamy o działaniach, zmierzających do poprawy negatywnego wizerunku Polski, musimy uświadomić sobie istotną kwestię: raport ten oparty jest na danych z 2003 r. 

NwP: Czy to znaczy, że opublikowany w tym roku ranking obrazuje stan sprzed dwóch lat? Dlaczego?

KG: Tak, jest to „zdjęcie” sprzed dwóch lat. Tak są zorganizowane prace w Komisji. Podstawą ubiegłorocznych analiz były dane Eurostatu i dane krajowe z 2003 roku. Unijni eksperci twierdzą, że taka formuła jest bardziej wiarygodna i szybciej nie da się tego zrobić. Problem w tym, że gros działań, które zostały w Polsce podjęte w zakresie wspierania innowacyjności przedsiębiorstw, zauważana jest z dużym opóźnieniem.

NwP: O czym właściwie informuje Ranking Innowacyjności?

KG: W raporcie znajduje się pięć grup wskaźników, podzielonych na dwie części: „inputs” i „outputs”.
„Inputs” to tzw. aktywa innowacyjności. Pierwszą ich grupę stanowią wskaźniki określające poziom wykształcenia społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem młodych obywateli. Oceniany jest zatem tzw. potencjał innowacyjności.

Druga grupa zawartych tu wskaźników mierzy strukturę publicznych i prywatnych wydatków na badania i rozwój, udział badań nad nowymi technologiami w wydatkach przedsiębiorstw, liczbę przedsiębiorstw otrzymujących pomoc publiczną na innowacje oraz nakłady instytucji naukowych na badania finansowane przez sektor biznesowy.

Wreszcie trzecia grupa wskaźników daje pogląd na skuteczność wysiłków firm w dążeniu do zwiększenia innowacyjności. Tu warto zatrzymać się przez chwilę, ponieważ – ciekawostka – jedyny wskaźnik, który plasuje Polskę powyżej średniej europejskiej to nakłady przedsiębiorstw na technologie informacyjne.

Wskaźniki określone jako „outputs” mówią o korzyściach płynących z inwestycji w edukację i działalność innowacyjną. Mieszczą się tu informacje o poziomie zatrudnienia w sektorze wysoko wyspecjalizowanych usług, dane o eksporcie zaawansowanych technologii, sprzedaży nowych produktów, powstawaniu nowych firm oraz zatrudnieniu w średnio zaawansowanym i wysoko zaawansowanym przemyśle.

Ostatnia grupa wskaźników określa ilość przyznawanych przez dany kraj patentów i znaków towarowych oraz realizowanych z powodzeniem nowych, innowacyjnych projektów.

NwP: To dość skomplikowany system obliczeń. Trudno, aby na jego podstawie osoby niezorientowane w tajnikach statystyki potrafiły wyciągnąć z raportu jakiekolwiek wnioski...

KG: Zgadza się. Dlatego Komisja przygotowuje specjalny wykres. Dzięki niemu, w prosty sposób można dokonać analizy wyników badań.

KG: Na wykresie w sposób naturalny wydzielają się 4 ćwiartki. W zależności od położenia punktu, będącego obrazem ogólnego wyniku danego kraju, utworzono 4 grupy państw. Są zatem liderzy, jest zdrowy rdzeń, ci, którzy gonią i ci, którzy „tracą grunt pod nogami” – wśród nich Polska. Mimo że znajdujemy się jeszcze w prawej dolnej ćwiartce, zakwalifikowano nas do grupy tracących. W tym roku bowiem zmieniła się nieco interpretacja wyników i zastosowano stratyfikację pionową. W stosunku do poprzedniego rankingu odrobinę zmieniły się same wskaźniki i sposób ich budowania; komisja cały czas unowocześnia metodologię prowadzenia badań. Eksperci twierdzą, że nie rzutuje to na wyniki krajów i nie podważa ciągłości danych (można porównywać „stare” z „nowymi”).

NwP: Jak widać na nasz wynik to wpłynęło...

KG: Musimy przyjąć to z pokorą. Prawda jest taka, że w ubiegłym roku punkt, obrazujący sytuację Polski, znajdował się bliżej prawej strony wykresu. Trend naszych zmian jest zatem trendem spadkowym. Brutalnie rzecz ujmując, w latach 2000-2003 było coraz gorzej – coraz mniejsze nakłady, coraz mniej innowacyjnych przedsiębiorstw. Żeby to wiedzieć, nie potrzebujemy raportu Komisji, wiele wskaźników, które kontrolujemy poprzez badania GUS-owskie, też nam to mówi.

Nauka w Polsce: Na tle Europy, szczególnie krajów skandynawskich czy Niemiec, wypadamy bardzo blado...

KG: Europa generalnie kiepsko sobie radzi. Niskie jest tempo wzrostu gospodarczego w krajach członkowskich, niski poziom innowacji i nowych technologii. Dyskusja nad tym problemem trwa już wiele lat. Swoistym remedium miała być przyjęta w 2000 roku Strategia Lizbońska, zgodnie z którą Europa miała w ciągu 10 lat stać się liderem innowacyjności i wyprzedzić Amerykę. Przegląd efektów Strategii Lizbońskiej, dokonany w połowie założonego okresu, dość brutalnie rozwiał złudzenia jej twórców. Okazało się bowiem, iż nie dość, że nie gonimy Ameryki, to cały czas zwiększa się dystans między Unią i Stanami Zjednoczonymi czy Japonią. Owszem, są w Europie kraje, które gonią, a nawet wyprzedzają liderów, jeśli chodzi o wprowadzane tam innowacje. Mam na myśli kraje skandynawskie, przede wszystkim Finlandię i Szwecję. Ale jest też liczna grupa państw, zwłaszcza nowych członków Unii, które odstają nie tylko od Ameryki, ale i od średniej europejskiej.

NwP: Odłóżmy więc na bok porównania i porozmawiajmy o Polsce. Czy trend, o którym Pan mówił – trend spadkowy w latach 2000-2003, zmienił się na korzyść w roku 2004 i 2005? Czy dysponujemy wynikami takich badań?

KG: Mam wrażenie, że dane z roku 2003, to najgorsze wyniki, jakie przekazaliśmy Komisji. Dlatego Ranking Innowacyjności 2005 powinien wyznaczać nasze minimum. Wskaźniki mierzone przez GUS w 2004 roku (np. te związane z nakładami przedsiębiorstw na innowacje i inwestycje w nowe technologie) lekko się poprawiły. Ponieważ Komisja wylicza tzw. „wskaźniki kombinowane”, być może nasze złe wyniki zahaczą jeszcze o rok 2006. Kolejne lata powinny już przynieść wyłącznie poprawę.

NwP: Optymizm wiąże się z naszym wejściem do Unii?

KG: W latach 2003-2004 doszło do istotnych zmian systemowych w Polsce: weszły w życie nowe ustawy (o finansowaniu nauki, o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej, o krajowym funduszu kapitałowym, który ma zasilać przedsiębiorstwa), od maja 2004 zaczęliśmy wykorzystywać fundusze strukturalne (tak naprawdę strumień unijnych pieniędzy zaczął wypływać w 2005 i 2006 roku). Można powiedzieć, że w latach 2003-2004 zaczęliśmy intensywnie odrabiać „pracę domową”, zaś lata 2004-2005 to okres wdrożeń. Pomiędzy 2006 i 2008 rokiem będzie już wyraźnie widać zmiany na lepsze. Strumień finansowania budżetowego i prywatnego powinien się zwiększyć, poprawi się na pewno wskaźnik związany z przedsiębiorczością, nowymi technologiami informacyjnymi. Zarówno my (sektor publiczny – PAP),  jak i firmy, dużo inwestujemy na tym polu. Wciąż będą poprawiały się wskaźniki związane z wykształceniem, liczbą osób, które kończą studia.

NwP: Komisja zauważy te wszystkie zmiany dopiero w 2010 roku...

KG: Problem w tym, że wszystkie narzędzia i instrumenty, które służą poprawie innowacyjności, nie działają „z dnia na dzień”. Jeżeli wprowadza się ulgi podatkowe sprzyjające inwestycjom, musi upłynąć co najmniej rok, a częściej dwa, trzy lata, zanim pieniądze zostaną wydane i rzeczywiście powstanie coś nowego.

Intensywność działań administracji publicznej w zakresie wspierania inwestycji nie zawsze była duża. Od 2000 roku powstawały dokumenty strategiczne w Ministerstwie Nauki i Edukacji i w Ministerstwie Gospodarki. Nic więcej się jednak nie wydarzyło, nie pojawiło się żadne nowe prawo ani instrumenty wsparcia. Tak „przeczekaliśmy” 3 lata – co widać na wynikach europejskich Rankingów Innowacyjności.

W roku 2003 zaczęły się prace nad „Narodowym Programem Rozwoju 2004-2006”. Wtedy już wiedzieliśmy, że otrzymamy środki z Unii Europejskiej, więc ruszyła machina przygotowań do funduszy strukturalnych. Dopiero wówczas zapisy strategiczne, dokonane wcześniej, zaczęły nabierać formy operacyjnej. Dziś mamy SPO WKP (Sektorowy Program Operacyjny „Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw” – PAP) i szereg instrumentów, głównie edukacyjnych, związanych z innowacjami. Cykl od pomysłu (decyzji na poziomie politycznym) do jego realizacji skrócił się z około pięciu do roku, najwyżej dwóch lat.

NwP: SPO WKP oceniany jest różnie, szczególnie opóźnienie w wypływie pieniędzy. Czy poza absorpcją funduszy strukturalnych możemy pochwalić się własnymi działaniami na rzecz poprawy sytuacji polskiej gospodarki? Zgodnie z oświadczeniem ministra gospodarki Piotr Woźniaka kończą się prace nad dokumentem strategicznym dotyczącym innowacyjności...

KG: Ten rząd narzuca dość wysokie tempo prac. Pojawił się w listopadzie, a my już w lutym, a najpóźniej w kwietniu, mamy być gotowi z kompleksowym dokumentem strategicznym dotyczącym innowacyjności. Nazywamy go roboczo „Kierunkami Zwiększania Innowacyjności Gospodarki na lata 2007-2013”. (Jak podaje minister Woźniak, obecna ekipa rządząca zastała ów dokument w dość zaawansowanej postaci w resorcie. Został on zmieniony i obecnie w pełni odpowiada priorytetom i programowi nowego rządu. Aktualnie jest na etapie uzgodnień międzyresortowych – PAP).

Dokument ma charakter strategii, są tam wyznaczone cele i kierunki działań. Nie patrzy wąsko tylko na gospodarkę, ale bierze pod uwagę rolę państwa i instytucji publicznych, dotyka kwestii edukacji, nauki i zagadnień ściśle związanych z przedsiębiorstwami.

Zakładamy, że polityka innowacyjna jest polityką horyzontalną i nie może być prowadzona wyłącznie w obrębie Ministerstwa Gospodarki oraz Edukacji i Nauki. Potrzebna jest zgoda premiera i całego rządu, porozumienie, z którego będzie jasno wynikało, że innowacje, nowe technologie i ich wdrożenia w przedsiębiorstwach, to jest to, co utrzyma Polskę na ścieżce wzrostu.

NwP: Jest szansa na taki konsensus?

KG: Innowacyjność ciągle jeszcze pozostaje w Polsce pojęciem nie do końca zrozumiałym. Owszem, określenie jest modne, więc ludzie o tym mówią, ale nie rozumieją co jest „w środku”. W dodatku uważają, że ich ten temat nie dotyczy. Padają pytania: „Skoro mamy cztero, pięcio, a niedługo być może nawet sześcioprocentowy wzrost gospodarczy, to może nie ma problemu? Co z tego, że są tak niskie wskaźniki innowacyjności?” Niektórzy lansują tezę, że Polska nie musi inwestować w innowacyjność, ponieważ to nie ona jest źródłem wzrostu gospodarczego. Komentarze takie firmowane bywają znanymi nazwiskami. I to jest poważny problem.

Czynniki wzrostu, z których korzystamy w tej chwili, wiążą się z samym faktem transformacji. Zwiększenie produktywności pracowników wynika ze zmian w systemie organizacji pracy (ludzie pracują wydajniej, bo pracodawcy narzucają wyższe wymagania), a ponadto w Polsce ciągle, w stosunku do krajów „starej” Unii, siła robocza jest stosunkowo tania. Mamy dobre położenie geograficzne, które premiuje inwestycje zagraniczne - jesteśmy dość blisko głównych graczy Unii. Te wszystkie czynniki dają nam wzrost „na dziś” i prawdopodobnie wystarczą jeszcze na rok 2007 czy 2008. Ale co dalej?

Warto uświadomić sobie fakt, że w latach 2007-2013 dostaniemy być może największe w historii wsparcie dla naszej gospodarki. Prawdopodobnie już nigdy później nie będziemy dysponować takimi pieniędzmi, jakie otrzymaliśmy z funduszy strukturalnych. Później, „za swoje”, możemy oczywiście sfinansować wszystko, co zechcemy. Ale zawsze będzie to już tylko dzielenie własnych środków budżetowych. Obecnie dzielimy również to, co nam się dostało. Dlatego powinna nastąpić strategiczna mobilizacja. Musimy wiedzieć, na co przeznaczymy pieniądze. Jeśli wydamy je źle, drugiej takiej szansy nie będziemy mieli.

NwP: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Karolina Olszewska

PAP - Nauka w Polsce 

 góra strony




Koszyk jest pusty
Zaloguj się:

adres e-mail:

hasło:
   
« Zarejestruj się
Wpisz pobrany
kod dostępu:
 
Polecamy:
















Google
    
UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii, proszę zapoznać się z polityką prywatności platformy edukacyjnej eduskrypt.pl
ZAMKNIJ