eduskrypt.pl - platforma nominowana do WORLD SUMMIT AWARD 2007

Imre Kertész „Likwidacja” - recenzja

Anna Figa

Likwidacja wspomnień

Recenzowanie książki wydanej przed dwoma laty nie raz wydaje się być bezużyteczne, nudne, w jakiejś części passé. Jednocześnie tak „spóźniona” recenzja jest szansą dla pozycji zapomnianych i niedocenianych, czy też kolejnym zrywem klaszczących rąk dla niekwestionowanych arcydzieł.

„Likwidacji” Imre Kertésza, po noblowskiej fascynacji „Losem utraconym” i późniejszymi zachwytami nad „Kadyszem...”, pisane było pozostać w cieniu, bądź co bądź wyjątkowych, wcześniejszych pozycji tego autora. Stała się książką nie zawsze docenianą przez rozbiegane oczy recenzentów, nie do końca odkrytą przez czytelników (zero wypożyczeń w ciągu 1,5 roku w Wojewódzkiej Bibliotece w Krakowie...). Oto ujmująca historia, która, w świetle 60. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Auschwitz, aż uderza aktualnością.

Życie koncentracyjne

Imre Kertész po raz kolejny porusza problem funkcjonowania we współczesnym, zapominającym o przeszłości, świecie jednostki naznaczonej obozowym piętnem Auschwitz. Czy po Holocauście może jeszcze istnieć sztuka? – zdaje się pytać Keserű, jeden z głównych bohaterów. Pytanie to jednak przybiera coraz to nowe formy. Już nie tylko w jaki sposób i co tworzyć, jaką sztukę kreować, ale także jak żyć. Czy w ogóle życie jest opłacalne? Czy można poradzić sobie ze wspomnieniami, których nie da się zlikwidować? „Jedynym godnym sposobem samobójstwa jest życie” – mówi Kertész podkreślać wagę ziemskiej egzystencji, ale i trud życia, bo jednocześnie pisze: „umierać jest łatwo/ życie jest obozem koncentracyjnym”.

„Likwidację” można odebrać jako manifest afirmacji życia, jako szybką i skuteczną truciznę dla dojrzewających myśli samobójczych. Jednocześnie Kertész daje tym myślom szansę narodzenia. Sprawnie odziera rzeczywistość z wyidealizowanego opakowania – B., kolejny z bohaterów, wybrał łatwiejszy sposób niż życie. Nie zdecydował się na akt prawdziwej odwagi i uleczył zatroskaną, obozową duszę odpowiednią, za dużą jak dla ciała, dawką morfiny.

„Świat jest teatrem...”

Kertész stworzył niebanalną historię w niebanalny sposób. Zmienia narratora, wplata w rozmowy bohaterów fragmenty sztuki napisanej przez B. Tworzy pozór, jakoby cała egzystencja była tylko i wyłącznie odczytywaniem swojej epizodycznej roli z pożółkłych kartek scenariusza.

Jednak „Likwidacja” w teatrze życia na pewno nie zostałaby lekką komedią. Twórczość Kertésza boli. Słowa są przepełnione dawnym lękiem i minioną grozą. Dzieciństwo i młodość to nic więcej jak brutalne wspomnienie. Bohaterowie, podobnie jak miliony Żydów i miliony ofiar jakichkolwiek innych tragedii, cierpią przez historię.

Jego postaci próbują nauczyć się dystansu do spraw, które najbardziej ich dotykają. Na przyjęciu zaczynają bawić się w grę przepełnioną cynizmem. Rolę waletów, dam i asów odrywają obozy koncentracyjne, w których się przebywało.

Poprzez tą scenę luźnej zabawy kilku cyników (może to tylko pozór?), Kertész podkreśla, że nie można zapomnieć. Śmiech jest tylko nieudolną ucieczką w zapomnienie, a do tabletki na pamięć dużo mu brakuje.

Przeszłość będzie milczeć

W tej zahaczającej o surrealizm historii, gdzie fikcja miesza się z rzeczywistością, Kertészowi udaje się przemycić kilka trudnych, acz zawsze aktualnych, egzystencjalnych pytań. Pokazuje, że dla ludzi schyłku XX w. wciąż istnieje problem „bycia Żydem”. A w zasadzie nie tyle bycia, co odczuwania, pojmowania, utożsamiania się. Czy powinno się i czy warto uświadamiać o swoim pochodzeniu dzieci? Jakich słów użyć, by przekazać następnym pokoleniom bolesną i trudna prawdę o historii przodków? Historii poniżania, prześladowania, bydlęcych wagonów, krematoriów i cyklonu B. „A gdybyśmy im nic nie powiedzieli?” – pyta w końcu jedna z bohaterek.

Kertész podsuwa jednak alternatywne wyjście, które, zamiast pełnego dezaprobaty pytania, proponuje kilkakrotnie powtórzone słowo „kochać”. Tak jakby najlepszym rozwiązaniem na dziejową niesprawiedliwość i problem bolesnej historii była wyłącznie miłość.

Nie można jednoznacznie określić, dlaczego autor tyle pisze o problemie sprzed 60 lat, dlaczego wciąż do niego powraca, dlaczego wymaga od czytelnika tak bolesnej percepcji. W usta jednej z bohaterek włożył słowa: „I muszę powiedzieć Ci coś jeszcze, o czym wolałabym milczeć”. Ta książka jest właśnie tymi wspomnieniami, o których trzeba było powiedzieć, a wolałoby się milczeć. I zlikwidować.

Polemizuj na ten temat w FORUM

 góra strony




Koszyk jest pusty
Zaloguj się:

adres e-mail:

hasło:
   
« Zarejestruj się
Wpisz pobrany
kod dostępu:
 
Polecamy:
















Google
    
UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii, proszę zapoznać się z polityką prywatności platformy edukacyjnej eduskrypt.pl
ZAMKNIJ