eduskrypt.pl - platforma nominowana do WORLD SUMMIT AWARD 2007

Roddy Doyle – „Gwiazda zwana Henry” - recenzja

Anna Figa

Roddy Doyle – „Gwiazda zwana Henry”

Oni lubią poniedziałki

Czy 47-latek może opisywać, niczym naoczny świadek, wydarzenia, które rozegrały się prawie 90 lat temu? Czy potrafi zamienić się w nastolatka ze slumsów początku XX w.? Czy umie naśladować ambiwalentne uczucia, heroiczne myśli i niewytłumaczalne czyny powstańców roku 1916?

Tak, jeśli ten 47-latek to Roddy Doyle, a kraj o którym pisze i w którym się urodził to Irlandia. Irlandia, w której ciemnych pubach Guinness smakuje od lat tak samo, do IRA wciąż zgłaszają się młodzi chłopcy, Sinn Féin cieszy się niesłabnącym poparciem, a The Soldier’s Song nadal śpiewa się na ulicach.

„Gwiazda zwana Henry” analizuje jeden z tych momentów w historii Irlandii, gdy koło religii, myśli, tradycji i Bóg wie czego jeszcze, na chwilę się zatrzymało, by zacząć toczyć się w inna stronę.

Zostać gwiazdą

Ponoć każdy naród ma w swojej historii wydarzenia, które zawsze warte są opisania i ponownej analizy. Irlandczycy mają ich mnóstwo - głód ziemniaczany, stadion Croke Park z 1920r., masakrę w London Derry, porozumienia Wielkopiątkowe z 1998r. Mają też, a może przede wszystkim, Powstanie Wielkanocne z 1916r.

W przededniu tego zrywu narodowowyzwoleńczego poznajemy historię Henry’ego Smarta – dziecka dublińskich slumsów. Żyjącego w przeświadczeniu, że gwiazdy nie tworzą konstelacji, a jedynie odbijają dusze jego zmarłego rodzeństwa. Nauczonego kochać miłością bez gestów i wielkich słów – kochał brata Victora, matkę, która zapomniała jak się kocha i babkę Nash, kochającą wyłącznie książki. Uczucie do ojca przelewał na jego drewnianą nogę, z którą nie rozstawał się nigdy.

Z rynsztoku na rower

Slumsy, poprzez Henry’ego, wychodzą z bezimienności i jednakowości. Wbrew pozorom tu kształtuje się indywidualizm, piękno, a każdy dzień może być inny. Doyle w charakterystyczny dla siebie sposób nakreślił chłopaka, a potem młodego mężczyznę świadomego swej wyjątkowości. Chełpiącego się powodzeniem u płci przeciwnej i czerpiącego satysfakcję z nieprzeciętnej, choć niewykorzystywanej, inteligencji.

Pisarz pokazuje próby wyrwania się z dublińskich zarobaczonych pokoi, rynsztoków i brudu. Irlandii, nie zależnie czy tej z Joyce’a, artykułów w National Geographic czy tanich przewodników Shella, pisane jest widocznie pozostać krajem konieczności zmiany. „Gwiazda...” próbuje nazwać metamorfozę duchową za pomocą dostrzegalnych przeobrażeń sfery nie co bardziej przyziemnej.

Poznając historię młodego Smarta odczuwamy jednak, że nie można do końca wyrzec się swoich korzeni. To dlatego Henry patrząc na gwiazdy zawsze widział swoich braci i wciąż kradł książki dla babki. Jego życie wołało: „o przeszłości nie wolno zapomnieć”. Tak jak Henry nigdy nie zapominał, by wziąć ze sobą drewnianą nogę ojca.

Dzień święty święcić

Wielkanoc 1916r. była wyjątkowym czasem dla Irlandii i ludzi, którzy za jej wolność chcieli walczyć. Polacy, których historia przypomina kolejnym pokoleniom o zrywach narodowowyzwoleńczych, szczególnie rozumieją działania Dublińczyków. Tak jak i Irlandczycy, nazywając swoje dzieci imieniem Stanislaus, starali się zrozumieć nasze dążenia. Przez aspekt powiązań historycznych utożsamiamy się z tymi ludźmi pozbawionymi broni i amunicji, a przepełnionymi determinacją. Popieramy tezę, że powstanie rodzi się w sercach, a nie w chłodnych, wojskowych kalkulacjach.

I takie to powstanie jest w „Gwieździe...” – niczym przepełnione namiętnościami i pasją zbiorowe przeżycie.

Poniedziałek Wielkanocny i kolejne dni to nie tylko śmierć, krew i rany. Walka była często zmierzeniem się z wewnętrznym wrogiem. Strzały oddawane w witryny sklepowe to karabinowy manifest dublińskiego chłopaka wychowanego w slumsach. Strzela w wystawy pełne dóbr, na które nigdy nie było go stać. Doyle umiejętnie pokazuję, że każda walka ma wiele twarzy. Znamiennym będzie opis pierwszego bombardowania Dublina przez Anglików, przemieszany z rozgrywającymi się równolegle w piwnicach Urzędu Pocztowego, pierwszymi miłosnymi uniesieniami młodego Henry’ego. „Henry Smart, bojownik o wolność, zszedł do piwnicy z myślą o podboju” .

Sposób na święta

Watro sięgnąć po „Gwiazdę...”, by zobaczyć ten wyjątkowy obraz jednolitej zbiorowości, kształtowany przez odmienne, skrajne wręcz, jednostki.

Wszyscy jesteśmy razem – przekazuje Roddy Doyle – wszyscy oddaliśmy serce za Irlandię, choć każdy na swój sposób. Henry, jak Collins i de Valera, też okupował Główny Urząd Pocztowy. Zatykał okna workami pełnymi listów, paczek i przekazów. Ale gdy jego współtowarzysze ładowali broń, on przeżywał swoją seksualną inicjację na stosie znaczków pocztowych.

Tworzy się inna historia tamtych dni. Są te same miejsca, ci sami ludzie, te same fakty. Ale Główny Urząd Pocztowy to miejsce, gdzie 14-letni Henry flirtuje z żonami irlandzkich żołnierzy angielskiej armii. Michael Collins pije Giunnessa w zadymionym pubie. Nikt nie woła na niego „bohaterze”, a policja nie rozpoznaje go na ulicy. Bohater jest dalszym znajomym i doświadczonym przyjacielem.

Konstelacja Michaela Collinsa

Charakterystyczną cechą Irlandczyków, poza wielowątkowym sposobem wypowiedzi (co wielokrotnie udowadnia Joyce), jest szczególny dystans do tego, czego dokonali i czego byli świadkami. Doyle ukazuje Irlandię prawdziwą, wyzbytą patetycznych haseł, pompatycznych wystąpień, permanentnych dążeń do wolności. Henry w Urzędzie Pocztowym nie myśli o wyższej idei dobra publicznego i „słuszności sprawy”. Zachwyca się swoim pełnym umundurowaniem, żoną żołnierza gotową oddać mu serce i pensami wziętymi z pocztowej kasy. Bohater desakralizuje się przez przyziemne pragnienia i jeszcze bardziej przyziemne czyny. Z drugiej strony ten sam bohater tworzy wyidealizowane przedstawienie zwane Powstaniem Wielkanocnym.

Młody Smart dostrzega w gwiazdach podobieństwo do braci, ale nie widzi „wielkanocnej konstelacji”: Collinsa, de Valery, Pearse’a i innych. Jego powstanie jest zwyczajne, powszednie – pomimo swej świątecznej daty. Mówi o nim w czysto irlandzki sposób – cynicznie, z autoironią. – O co wam w ogóle chodziło? – pyta go angielski śledczy – Święta – odpowie – Wie pan, święta trzeba spędzić jakoś szczególnie.

Pocztowa edukacja

Zagłębiając się coraz bardziej w „Gwiazdę...” odkrywamy obraz ludzi gotowych poświęcić własne szczęście dla szczęścia narodu. Obserwujemy pokolenie stawiających kraj ponad rodzinę, karierę, pieniądze. Ponad siebie samych. Jednocześnie widzimy oblicze Irlandii i Irlandczyków, którzy nawet nie mówią w ojczystym języku. To ludzie tak przywiązani do św. Patryka, piwa, koniczyny i innych symboli, a jednocześnie tak odlegli od swojego kraju. Sam Henry zna tylko kilka irlandzkich słówek, które wykorzystuje manifestując swoją irlandzką odrębność od angielskiej dominacji. Uczy się ich w najmniej oczekiwanych momentach, w sposób bynajmniej nie pedagogiczny. Maithú [irl. dobrze, dobry] – mówi do niego ukochana, gdy ten doprowadza ją do rozkoszy w podziemiach Głównego Urzędu Pocztowego.

I taka jest ta książka. Po prostu maithú.

Polemizuj na ten temat w FORUM

 góra strony




Koszyk jest pusty
Zaloguj się:

adres e-mail:

hasło:
   
« Zarejestruj się
Wpisz pobrany
kod dostępu:
 
Polecamy:
















Google
    
UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii, proszę zapoznać się z polityką prywatności platformy edukacyjnej eduskrypt.pl
ZAMKNIJ